Dzień, jak co dzień, krzątałam się po domu, zasłuchana w…., gdy z błogiej zadumy wyrwał mnie sms od Studentdziecia (który nawiasem mówiąc, a raczej pisząc, w tym swoim studiowaniu zakręcon wielce i mam wrażenie, że powoli zaczyna tracić kontakt z rzeczywistością):

„ Możesz sprawdzić, jak czuje się Stanisław?”

Doświadczona okrutnie, przez niejakiego Stefana, wolałam nie ryzykować i rzucając całą robotę, poleciałam do pokoju Studentdziecia, w celu zlokalizowania wspomnianego wyżej Stanisława.

Po krótkim rekonesansie, odpisałam:

„Ma się dobrze, leży na korzeniu i opala się”

„Znaczy się, zdechł?” – dostaję odpowiedź.

Kurczę, do śmierci nieszczęsnego Stefana, przyczyniłam się sama, więc popędziłam raz jeszcze, walnęłam w terrarium, aż grunt się pod jaszczurem zatelepał. Pogapiłam się przez dłuższą chwilę i zobaczyłam, że bydle żyje i ma się dobrze! Wystukałam zatem na klawiaturze komórki:

„Wręcz przeciwnie, czuje się świetnie, żre jakieś robale, pomachał mi łapką i kazał Cię pozdrowić”

„Jaką łapką? Przecież Stanisław ma płetwę” – przeczytałam w zdumieniu wielkim odpowiedź.

Ja tej menażerii nie ogarniam! Chyba oszaleję! – przeleciało mi przez zmęczony umysł - Who is f… the Stanisław? Zawołałam w kierunku pokoju Nastodziecia:

— Młooodaaaa! Co to za stworzenie, ten Stanisław? Dla ułatwienia dodam, że ma płetwę.

— Aaaaa, to nowy bojownik Starszej. Wczoraj miał małą plamkę na ogonie i ona teraz się obawia, by zarazy jakieś do akwarium nie przywlókł.

 

No tak, ona się obawia o zdrowie jakiegoś RYBA, a ja powoli zaczynam się obawiać o zdrowie własne. To psychiczne. Naściągała tej menażerii do chałupy, powkładała w pojemniki i nie dość, że smród toto generuje, prąd żre, wodę zużywa, to jeszcze angażuje moje wszystkie zmysły i nerwy nadwątlone szarpie!